aA
Intensywny trening może być dobry nie tylko na zrzucanie zapuszczanej tradycyjnie na zimę „oponki”. Niewykluczone, że dawanie sobie ostrego wycisku wpływa także zbawiennie na nasze zdolności intelektualne, a w szczególności na umiejętność zapamiętywania.
© Shutterstock nuotr.

Tego rodzaju podejrzenia snuje grupa badaczy, która przygotowała eksperyment badający związek pomiędzy ćwiczeniami a sprawnością zapamiętywania. Wzięło w nim udział 72 ochotników oraz ochotniczek, którym dano do zapamiętania pewne informacje wizualne. Po sesji zapamiętywania podzielono ich losowo na trzy grupy: jednych poproszono o poćwiczenie w cztery godziny po opuszczeniu sali, inni dostali „rozkaz” by jak najszybciej dali sobie wycisk, ostatnia grupa zaś poproszona została o robienie…niczego. Wszyscy mieli wrócić na finał eksperymentu dwa dni później.

Po dwóch dniach przerwy, naukowcy przepytali uczestników eksperymentu z tego, jak dobrze zapamiętali informacje, oraz przeskanowali ich mózgi. Jak się okazało, najlepiej odpowiadały osoby, które ćwiczyły 4 godziny po otrzymaniu testowych informacji. Co więcej, ich lepsza pamięć była także widoczna na skanach – przy odpowiadaniu na pytania obszary mózgu odpowiedzialne za wygrzebywanie z pamięci określonych danych „zapalały” się bardziej, niż w przypadku innych badanych.

Guillén Fernández, czyli mózg stojący za tym przedsięwzięciem uważa, że ta znaczna poprawa pamięci może mieć związek z wyzwalaniem się podczas ćwiczenia dopaminy oraz noradrenalina. Jak tłumaczy, udowodniono podczas badań na zwierzętach, że substancje te usprawniają formowanie się w mózgu połączeń odpowiedzialnych za składowanie oraz przekazywanie pamięci. Istnieje więc spore prawdopodobieństwo, że podobny mechanizm zachodzi także i w naszych głowach.

Wpływ dopaminy oraz noradrenaliny jak dotąd wykazano tylko na zwierzętach, a eksperyment z ćwiczeniem przeprowadzono na stosunkowo małej grupie ludzi. W związku z tym, według zasad rządzących naukowym światkiem, nie można wyników eksperymentu od razu traktować jako prawdę objawioną. Nic za to nie szkodzi na przeszkodzie, by przetestować tę teorię na własnej osobie – w najgorszym przypadku wyjdziemy ubogaceni o garść potreningowych endorfinek!